O autorze
Nazywam się Piotr Gortatowicz. Ale mówi się na mnie i o mnie Gortek. Chociaż Cez ukuł mi kiedyś ksywkę Krwawy Gort. To było zaraz po tym kiedy zostałem nadwachmistrzem w Paszkowie. Gajówka Tryb była trzecią bazą jeździecką, jaką odwiedziłem w swoim życiu (wcześniej były Wyżary i Budy). I jedyną, którą pokochałem miłością nieskończoną. Z nią wiążą się niezwykle piękne wspomnienia; ona też dała mi niezłą szkołę życia. Kiedy byłem młodszy i bardziej romantyczny, chciałem nawet umrzeć w Trybie. Miałem taką wymarzoną scenę śmierci: jestem już stary i siwy, siedzę na przeszkodzie obok pryzmy, plecami do ujeżdżalni, a mój gasnący wzrok zatrzymuje w ostatnim kadrze czerwone promienie słońca zachodzącego nad lasem. Ale już nie mam tego marzenia. Przeszło mi. Może dlatego że mam 36 lat więcej i dużo siwizny 🙂

